Już tylko 15 lat dzieli nas od obchodów Dwuty­siąc­lecia Chrześci­jaństwa. Kościół Katolicki, rządzony przez polskiego Papieża, będzie zapewne bardzo uroczy­ście świę­cić to wydarzenie. Ale Naród Polski powi­nien z tej okazji zdobyć się na jakiś wielki, historyczny i godny czyn, dając Kościołowi Powszechnemu odpo­wiednią ilość misjonarzy i misjonarek, aby przyczynić się w ten sposób do nawrócenia ludów pogańskich i spo­ganionych na całym świecie. Nie wystarczy bowiem święcić tak doniosłą rocznicę tylko uroczystymi ob­chodami; trzeba zdobyć się na bohaterski wy­siłek, na heroizm, na wyjątkową ofiarność. Dzięki Bogu Najwyż­szemu i Najświętszej Dziewicy, Polska jest krajem licznych powołań kapłańskich i zakonnych, które stosun­kowo przekraczają konieczne potrzeby Kraju, stąd też możli­wość i łatwość dokona­nia tego gestu i przed Dwutysiącle­ciem ofiarowania Kościołowi kwiatu pols­kiej młodzieży. Niechby rozbudzony entuzjazm wśród młodzieży został skiero­wany na ten cel. Wy­starczy, by ich wezwać do ma­sowego wstępowania do Semina­riów i Nowicjatów, skła­dając z radością swe życie w darze Bogu jako podzię­kowa­nie za Wcielenie, za Odkupienie i za naukę Ewangelii, wska­zującą cel i sens życia każdego człowieka i każdego na­rodu: „Szu­kajcie najprzód Kró­lestwa Bożego i sprawiedli­wości jego, a wszystko inne będzie wam przydane". Czyż to nie jasne wskazanie dla Narodu, że wszystko inne, a więc i pełne rozwiązanie „sprawy polskiej", otrzymamy w nagrodę za poświęcenie się spra­wie Królestwa Bożego, dzieląc się z in­nymi narodami skarbem Wiary świętej, idąc jako misjona­rze na cały świat. Może w ten sposób Miło­sierdzie Boże zo­stanie ubłagane dla całego świata i uniknie się kata­stro-fy wojny atomowej i innych nie­szczęść, na które tak bardzo zasługuje dzisiejszy świat, zapomi­nający o Bogu i Jego Królestwie. Okażmy Bogu i światu, że jesteśmy krajem katolickim, że tysiąc lat życia w Wierze świętej uczyniło Naród bohaterskim, szlachetnym, wielkodusznym, ofiarnym, zdolnym do dania, w ciągu tych 15 lat, jakieś 30 tysięcy misjonarzy i misjonarek, którzy, pod kierunkiem polskiego Papieża będą mogli przyczynić się do odmienienia oblicza Ziemi, przygoto­wując wszystkie kraje do właściwego obchodzenia Dwutysiąclecia Kościoła. Oczywiście, muszą to być misjonarze i misjonarki z „kręgosłupem", a więc rzeczy­wista „sal terrae et lux mundi", wychowani na zasadach tradycyjnej teologii, walczący nie o jakąś tam „demo­krację" czy mgliste „prawa człowie­ka", lecz o królowa­nie Chrystusa Pana w każdym sercu ludzkim, w każdej kulturze i w każdym narodzie.

Ubocznym, ale ważnym skutkiem takiego histo­rycznego gestu będzie pogłę­bienie religijności w Naro­dzie, bo młodzież odnajdzie sens i cel życia. Otworzy to ogromne, wprost bezgraniczne, horyzonty przed Na­rodem i napełni go zdrową dumą i zadowoleniem, iż służy owocnie Bogu i ludzkości, przyczy­niając się do odrodze­nia moralnego całego świata, a przede wszystkim do przebłagania Boga i do „znie­wolenia" Jego Miłosier­dzia, które, za taki czyn wielkoduszny, uwolni świat od zmory kata­strofy wojny atomowej, a Polskę ob­ficie wyna­grodzi w sposób przekraczający wszelkie na­sze oczekiwania.