...ratuj nasze kraje, naszą młodzież i nasze dzieci!

Do napisania tego artykułu wykorzystali­śmy książkę ojca Eduard'a Lecompte'a S.J., „Une vierge iroquoise, Catherine Teka­kwitha" (Irokezka dziewica Kateri Tekakwi­tha) oraz broszurę ks. Lawrence'a G.Lovasik'a, S.V.D., „Blessed Katheri of the Mohawks" (Błogo­sławiona Kateri z plemienia Mohawków).21 października 2012 r. Kateri Tekakwitha, Lilia Plemienia Mohawk, zostanie kanonizowana w Rzymie przez papieża Benedykta XVI, 21 października 2012 r.

*   *   *

22 czerwca 1980 roku, Jego Świątobliwość papież Jan Paweł II beatyfikował Indiankę z Caughnawaga (obecnie Kahnawake), Kateri Tekakwithę. Jest ona chlubą Kanady, Stanów Zjednoczonych i Francji.

Życie Kateri jest blisko związane z historią bohaterskich i świętych założycieli Kanady, którzy przybyli z Francji, aby ewangelizować ­pogań­skie plemiona indiańskie.

29 września 1642 roku, w uroczystość Świętego Michała Archanioła, jeden z wielkich kanadyjskich męczenników, św. René Goupil, Jezuita, stał się pierwszą ofiarą Mohawków, szczepu Kateri, jednego z pięciu plemion Irokezów. 18 października 1646 roku, ojciec Isaac Jogues również po­niósł męczeńską śmierć, zabity tomahawkiem przez wojownika Mohawków w Ossernenon (obec­nie Auriesville, stan Nowy Jork), w tym sa­mym miejscu, gdzie dziesięć lat później uro­dziła się Kateri Tekakwitha. Następnego dnia, 19 października, w tym samym miejscu, młody Jean de la Lande również przelał swoją krew za utwierdzenie chrześcijaństwa na kontynencie amerykańskim.

To na tej ziemi, uświęconej krwią męczen­ników, urodziła się nad brzegami rzeki Mo­hawk przeczysta lilia, Kateri Tekakwitha. Urodziła się ona w 1656 roku w Ossernenon. Wioska znajdowała się w pobliżu Fort Orange (obec­nie Albany, w stanie Nowy Jork).

Jej ojciec był pogańskim Irokezem, a matka chrześcijanką ze szczepu Algonquin, ochrzczoną w Three Rivers w Kanadzie. Oboje zmarli w 1660 roku na ospę, która sza­lała jak pożar w plemieniu Mohawków w la­tach 1659-1660. Kateri również zaraziła się chorobą, ale uniknęła śmierci. Ospa jednakże zniekształciła jej twarz i osłabiła wzrok. Jako że nie mogła znosić zbyt dużo światła, zmu­szona była pozostawać w domu, w ciemnej chacie, a kiedy musiała wyjść na zewnątrz zawsze zakrywała sobie oczy kocem. Dlatego też nazwano ją Tekakwitha, co znaczy „idąca poruszając coś przez sobą". To imię mogło być jej nadane z powodu szczególnego spo­sobu stąpania, spowodowanego jej osłabionym wzrokiem. Miała wtedy cztery latka, osiero­cona i wciąż nie ochrzczona; jej matka chciała ją ochrzcić, ale nie miała okazji tego zrobić, ponieważ w tym okresie Irokezi byli nasta­wieni wrogo wobec misjonarzy. Jednakże chrześcijańska matka wpoiła swemu dziecku pierwsze chrześcijańskie pojęcia.

To odosobnione życie spędzone w samot­ności z powodu jej wzroku, szczęśliwie pomo­gło wzrosnąć wewnętrznemu życiu i poczuciu skromności Tekakwithy.

Po śmierci jej rodziców towarzyszyły jej dwie ciotki i wuj, którzy mieszkali w wiosce. Wszyscy oni byli poganami. Tak więc Duch Święty stał się jedynym nauczycielem dziewczynki.

„To daje nam szczególny przykład Bożej interwencji w duszach niewiernych", pisze oj­ciec Lecompte w swojej książce na temat Te­kakwithy. „Pomimo braku nauczania Ewange­lii Duch Święty poprzez bezpośrednie objawie­nie uczynione duszy, oświeca ją w sposób wy­starczająco mocny, doprowadzając ją do aktu pełnej wiary w prawdziwego Boga". Ten akt wiary i miłości ku Bogu daje chrzest pragnie­nia i oczyszcza duszę z grzechu pierworod­nego aż do momentu ochrzczenia. Młoda Te­kakwitha w sposób oczywisty otrzymała tę łaskę. „Oczekując na chrzest posiadła dzięki łasce i wrodzonym cnotom moc czynienia nadprzyrodzonych aktów", dodaje ojciec Le­compte. Można się w tym dopatrywać tajem­nicy jej bohaterskiego zachowania w ciągu wielu lat poprzedzających jej chrzest, pośród zepsucia jej otoczenia i pomimo wielkich prześladowań.

Tekakwitha wyrosła. Jest teraz bardzo zręczną, inteligentną i pogodną dziewczyną. Tak więc, pewnego dnia jej ciotki zdecydo­wały zaprosić na wieczór młodzieńca, którego wybrały dla niej na męża. Gdy Kateri zoba­czyła młodego mężczyznę siadającego obok niej zrozumiała, co to miało znaczyć. Natych­miast wstała i uciekła z domu. Dla jej ciotek była to ogromna zniewaga. Wydarzenie to spowodowało przeciw niej wojnę szyderczych uwag, gróźb i złego traktowania. Nie była już dłużej traktowana jako członek rodziny, ale jako niewolnica. Wypominano jej nawet jej a1gonquińską krew.

Nieugięta w sprawach małżeństwa, Teka­kwitha pogodziła się z wdziękiem i słodyczą z usługiwaniem jej ciot­kom we wszystkim, czego od niej wymagały. W końcu zdobyła je sobie i nie było już więcej mowy o małżeń­stwie.

W lipcu 1667 francuskie oddziały dowodzone przez Markiza de Tracy pokonały Irokezów. Po podpisaniu traktatu pokojowego Irokezi, w celu zademonstrowania dobrej woli, zwrócili się z prośbą o przysłanie księży, którzy zaczęliby ich ewangelizować. Głoszenie Ewangelii w tym pogańskim kraju było najpewniejszą gwarancją pokojowych traktatów.

Misjonarze przybyli. Nawrócenia mnożyły się. Ktoś trafnie zauważył, że Mohawkowie, którzy jako pierwsi przelali krew misjonarzy, byli również pierwszymi, którzy dostąpili łaski nawrócenia.

W Laprairie misjonarze założyli Misję św. Franciszka Ksawerego dla nawróconych In­dian, aby wyprowadzić ich z zepsutego śro­dowiska i pozwolić im żyć według ich wiary w pokoju. Wódz Mohawków, który sam przyjął wiarę chrześcijańską, zdecydował się osiedlić w Laprairie i zabrał ze sobą wielu swoich współplemieńców. Wuj Tekakwithy patrzył na to nieprzychylnym okiem. Fakt ten uniemoż­liwił kontakt misjonarzy z młodą dziewczyną.

Pewnego dnia, gdy wszyscy pozostali (In­dianie) pracowali w polu coś natchnęło misjonarza, ojca de Lambe­rville, żeby wejść do chaty Tekakwithy. Była sama. Bardzo długo czekała na tę chwilę. Opowiedziała księ­dzu wszystko o swoim dzieciństwie, swoich walkach, aby pozostać czystą, o znajomości wiary chrześcijańskiej, którą stopniowo naby­wała i w końcu o swoim gorącym pragnieniu chrztu.

Wreszcie nadszedł utęskniony wielki dzień. Ojciec de Lamberville wybrał Niedzielę Wielkanocną, 5 kwietnia 1676 roku na dzień chrztu tej czystej i pięknej duszy. Nadał ob­rzędom szczególnie uroczysty charakter. Skromna kaplica została udekorowana najbo­gatszymi futrami i girlandami we wszystkich kolorach. W ceremonii uczestniczył liczny tłum. Ksiądz odprawił ceremonię chrztu z niewysło­wioną radością. Miał świadomość, że dawał Kościołowi szlachetną duszę i że przygoto­wywał jeszcze jedną duszę dla Nieba. Schry­stianizował jej imię Kateri na Katerine. Nowa chrześcijanka miała dwadzieścia lat.

Łaska sakramentu chrztu zdziałała cu­downe efekty. Neofitka porzuciła wszystkie szaleństwa tego świata na długo przed chrztem. Ojciec de Lamberville uczył jej po­tem drogi doskonałości. Podążyła tą drogą z całą żarliwością jej miłości do Boga.

Z początku ludzie szczerze ją podziwiali. Ale była to cisza przed burzą. Czystość Kateri w końcu wyprowadziła z równowagi rozwią­złą młodzież z wioski. Wyśmiewali się z niej, zastawiali pułapki na jej czystość, etc. Osoby z jej chaty przyłączyły się do tych szyderstw. Szemrali z tego powodu, że cały swój wolny czas poświęcała na modlitwę, a kiedy wstrzy­mywała się od pracy w niedziele i dni świą­teczne, jak tego domagał się Kościół, pozba­wiali jej pożywienia przez cały dzień, mówiąc, że nań nie zasłużyła.

Jej największą pomocą była myśl o Bogu. Różaniec był jej ulubioną bronią. Nigdy nie widziano, żeby nie trzymała w swoich rękach tej błogosławionej broni. W jej chacie chciano ją odwieść od Różańca. Ale ona śmiało odpo­wiedziała, że wolałaby raczej umrzeć, niż po­rzucić Różaniec.

Prześladowania wzrosły. Jej wuj posunął się tak daleko, że nasłał młodego Indianina, który miał ją zabić, jeśli nie wyrzeknie się swojej wiary. Młody śmiałek ruszył na nią gwałtownie. Jego twarz wykrzywiła się od wściekłości. Uniósł tomahawk, jakby chciał uderzyć ją w głowę, mówiąc: „–Chrześcijanko, wyrzeknij się swojej wiary, w przeciwnym wypadku uderzę cię". Bohaterska dziewczyna po prostu skłoniła głowę, czekając na męczeń­stwo. Młody Indianin zmieszany tak wielką odwagą odwrócił się i uciekł nie popełniając zbrodni. Zgadzając się na śmierć raczej niż wyrzeczenie się wiary, Kateri zdobyła w ten sposób palmę męczeństwa.

Ale wielka próba wciąż na nią czekała. Jej zazdrosna ciotka zniesławiła ją wobec ojca de Lamberville i dała do zrozumienia, że była ona nieczysta. Ta niegodziwa potwarz niezmiernie zraniła tak czystą Kateri. Powiedziała księdzu, że dzięki Bożemu Miłosierdziu nie pamięta, aby splamiła czystość ciała i że nie obawia się z tego powodu nagany w czasie Sądu Osta­tecznego. Oto piękne świadectwo, którego nie mielibyśmy bez potwornej kalumnii.

Świeższe powietrze, bogatszy grunt zda­wały się być konieczne dla wzrostu tej pięknej duszy. Stopniowo w Kateri dojrzewał pomysł ucieczki do Misji Świętego Franciszka Ksawerego w Laprairie w Kanadzie, nad rzeką św. Wawrzyńca. Misjonarz zaaprobował jej pomysł. Przedsię­wzięcie było niebezpieczne, jako że wuj z pewnością by się temu sprzeciwił.

Wkrótce nadarzyła się sposobność ucieczki. Hot Ashes (Gorące Popioły), wódz plemie­nia Oneida, nawrócony niedawno na chrze­ścijaństwo i mieszkający w Misji św. Franciszka Ksawe­rego, położonej 300 mil (486 km) w kierunku północnym, przybył wraz z dwoma innymi świeckimi katechetami 14 lipca 1677 roku do kraju Kateri, aby wypełniać swoją apostolską gorliwość. Ciepłe słowa Gorących Popiołów zdziałały cuda. „Nie miałem rozumu – mówił – żyłem jak zwierzę. Ale oni dali mi poznać prawdziwego Pana Nieba i ziemi i teraz żyję jak człowiek".

Ciotki Kateri, już uspokojone, nie sprzeci­wiały się dłużej jej wyjazdowi. Jej wuj był nieobecny. Dlatego też ucieczka Kateri została zorganizowana na drugi dzień z dwoma towa­rzyszami Gorących Popiołów.

Nasi podróżnicy przybyli do Misji jesienią 1677 roku. Jakżeż wdzięczna była Kateri Bogu za to, że została wybawiona!

Kateri na ręce ojców złożyła list, który napisał ojciec de Lamberville. Napisał on: „Posyłam wam Kateri Tekakwithę. Będzie mieszkała w Sault. Czy podejmiecie się ła­skawie prowadzenia jej? Wkrótce przekonacie się, jaki skarb wam przysłaliśmy. Strzeżcie go dobrze! Niech przynosi korzyść w waszych rękach na chwałę Boga i zbawienie duszy, która z pewnością jest Mu droga". Swoim świątobliwym życiem Kateri potwierdziła tę pochwałę. Zdobyła sobie podziw wszystkich. Po utrzymaniu swej niewinności przez ponad 20 lat pomiędzy grzesznikami, stała się święta pomiędzy wiernymi.

Kateri nie przystąpiła jeszcze do Pierwszej Komunii Świętej, ale jej serce prowadziło ją w kierunku Tabernakulum. Każdego poranka, nawet w najsroższą zimę, stała przed drzwiami kaplicy, póki nie została otwarta o godzinie czwartej i pozostawała tam, aby się modlić aż do ostatniej Mszy Świętej. Później wracała na wieczorne nabożeństwa i modliła się długo w kaplicy.

Głosem łamiącym się od szlochów i wes­tchnień wyznała księdzu, że uważa się za naj­większego grzesznika na świecie, chociaż była osobą o anielskiej niewinności.

Powiedziano jej, że będzie dopuszczona do Komunii Świętej w najbliższy po jej przyjeź­dzie dzień Bożego Narodzenia. Wreszcie miała zjednoczyć się z Bogiem w swoim sercu. Przygotowywała się do tego wydarzenia ze zwiększonym zapałem.

Uroczystość była wspaniała. Kaplica zo­stała przystrojona najbogatszymi ozdobami. Ojciec Bonifacy, jej biograf, pisze: „Wszystko, co możemy powiedzieć to to, że od tego dnia – jej pierwszego Bożego Naro­dzenia w Kanadzie – wydawała nam się inna, ponieważ była tak pełna Boga i miłości do Niego". Eucharystia stała się dla Kateri jedy­nym pragnieniem. Jednakże musiała czekać aż do następnych Świąt Wielkanocnych, aby znów przystąpić do Komunii Świętej, ponie­waż jak wszyscy inni Indianie musiała opuścić wioskę i udać się w lasy na zimowe polowa­nia.

Pomimo jej wzorowego życia, Kateri wciąż musiała cierpieć męczarnie okropnych oszczerstw. Jedna z najbardziej prawych ko­biet w Misji, która znała Kateri, ale tylko po­wierzchownie i która nie wiedziała, że w lesie znajduje się kapliczka, gdzie Kateri zwykła była się modlić, przypomniała sobie jej wyj­ścia do lasu i zaczęła podejrzewać, że Kateri spotyka się potajemnie ze swoim mężem. Ka­teri poświęciła wiele rzeczy. Tym razem mu­siała poświęcić swój honor i reputację. I da­leka od tego by, mieć coś przeciwko tym, któ­rzy źle o niej mówili, modliła się za nich wszystkich. Po jej śmierci ci, którzy ją znie­sławiali gorąco tego żałowali i byli pierw­szymi, którzy głosili jej cnoty.

Maria Teresa Tegaiguenta została bliską przyjaciółką Kateri. Jednoczyły się w modli­twie i pokucie i dzieliły się swoimi najskryt­szymi myślami. Wybrały się kiedyś, aby zoba­czyć się z zakonnicami Małgorzaty Bourgeoys z Kongregacji Notre Dame w Hotel-Dieu w Montrealu, założonej przez Jeanne Mance. Kateri chciała ufundować wspólnotę dla In­dian, ale misjonarze odradzili jej wykonania tego planu, jako że była ona wciąż zbyt młodą chrześcijanką.

Dla Indian było rzeczą niepojętą, żeby dziewczyna mogła wyrzec się małżeństwa. Kateri wciąż musiała walczyć w tej sprawie. Wszyscy z jej otoczenia z dobrą Anastazją włącz­nie, która jako pierwsza powitała ją w Sault, zamierzali wydać ją za mąż. Sami misjo­narze wypróbowywali ją, żeby upewnić się czy to natchnienie, aby pozostać dziewicą, pocho­dziło od Boga. Ojciec Cholenec powiedział jej, aby w ciągu trzech dni przemyślała poważną decyzję o uczynieniu ślubu czystości. Wróciła po dziesięciu minutach i powiedziała: „Wię­cej czasu nie potrzebuję. To było pragnieniem całego mojego życia. Myślałam nad tym wy­starczająco długo; już zdecydowałam, co zro­bię; nie mogę dłużej tego odkładać. Poświęci­łam się Jezusowi, Synowi Maryi; Jego wybra­łam sobie na mego Małżonka i tylko On bę­dzie mnie miał za małżonkę". Ksiądz został przekonany i pochwalił ją za tę piękną decy­zję. Uczyniła ślub czystości w Święto Zwia­stowania 1679 roku. To był najpiękniejszy dzień jej życia. Po tej próbie wszyscy oddali jej szacunek ze czcią.

Kateri odprawiła najcięższe czyny po­kutne. Pewnego dnia zapytała Anastazję, co może sprawić największe cierpienie. Anastazja odpowiedziała: „– Ogień". Tak więc wieczorem młoda penitentka opaliła sobie nogi pochodnią i ofiarowała swoje cierpienia Panu. Kiedy do­wiedziała się o zastosowaniu „dyscypliny" (rodzaj bicza) i żelaznych opasek, użyła ich, aby zaspokoić swoje pragnienie cierpienia. W dzień Oczyszczenia Matki Boskiej, po Mszy, chodziła boso wokół swojego pola, po śniegu, który sięgał jej do kolan, odmawiając kilkana­ście razy Różaniec. Teresa i ona przystępo­wały do spowiedzi co sobotę. Przed udaniem się do spowiedzi biczowały jedna drugą do­póki nie zaczęły krwawić.

Kiedy ksiądz dowiedział się o tym, zganił je za te ekscesy i podał regułę na przyszłość, chociaż uznał je za godne przebaczenia, jako że były one nowonawróconymi chrześcijan­kami.

Kult czystości zawsze łączy się z wielką miłością do Przeczystej Dziewicy. Gdy tylko dowiedziała się, kim była Błogosławiona Dziewica, Kateri pokochała Ją z całego serca. Często w drodze odmawiała Różaniec. Anioł Pański odmawiała trzy razy dziennie, nawet będąc w polu lub w lesie. Było to zwyczajem Indian mieszkających w Misji. To dobra lekcja dla białych we wszystkich krajach.

Tej umiłowanej duszy Jezusa i Maryi zo­stał tylko jeden rok życia. W środku zimy 1680 roku zdrowie Kateri gwałtownie pogor­szyło się. Wciąż chodziła do kościoła tak długo, jak tylko mogła. Aż przyszedł moment, gdy nie mogła tego zrobić. Sama w swej cha­cie rozmawiała z Bogiem. Została powalona chorobą, która pogrążyła ją w potach przewle­kłej gorączki i chronicznych bólach żołądka. Dwa miesiące przed Wielkim Tygodniem 1680 r., po prawie rocznych cierpieniach, jej płuca skur­czyły się i pojawiły się migrenowe bóle głowy. Nie mogła już dłużej poruszać się bez intensywnego bólu, a w ciągu ostatnich dwóch miesięcy jej życia musiała utrzymywać swoje ciało w tej samej pozycji przez cały dzień i noc. Pomimo swych cierpień zawsze była uśmiechnięta. Najszczęśliwsza była wtedy, gdy najbardziej cierpiała.

We wtorek Wielkiego Tygodnia jej stan zaczął się pogarszać. Przyjęła Święty Wiatyk z wielką żarliwością. Otoczona przez przyjaciół zmarła następnego dnia w środę, 17 kwietnia 1680 roku o godzinie 3:30 po południu i po­szła do Nieba, aby celebrować dwie wielkie tajemnice, Eucharystii i Krzyża. Jej dwa wiel­kie nabożeństwa. Miała zaledwie dwadzieścia cztery lata.

Ojciec Cholenec opisuje jej ostatnie chwile życia: „Jej twarz była zdeformowana już od czwartego roku życia, a jej ułomności i czyny pokutne stan ten jeszcze pogorszyły. Jednak około kwadransa po godzinie trzeciej zaszła tak piękna zmiana, że wykrzyknąłem w zdu­mieniu". Jej twarz stała się biała i piękna. Wszyscy Indianie przybiegli, żeby podziwiać umierającą. Jej trumna musiała być otwarta aż do końca pogrzebu, żeby pozwolić tłumowi kontemplować piękno zmarłej. Została po­chowana o godzinie trzeciej po południu w Wielki Czwartek.

Kilka dni po swojej śmierci ukazała się w chwale ojcu Chauchetière, jednemu z jej du­chowych kierowników, jak również dobrej Anastazji i Marii Teresie, swej nieodłącznej towarzyszce. Jej grób wkrótce stał się sławny.

Ojciec Cholenec napisał w 1715 roku: „Bóg nie zwlekał z uczczeniem pamięci cno­tliwej dziewczyny nieskończonością cudow­nych uzdro­wień, które zdarzały się po jej śmierci i które wciąż mają miejsce dzięki jej wstawiennictwu...". Napisał również, że wszystko, co było używane przez Błogosła­wioną Kateri, jak jej krucyfiks, koc, talerz i ziemia z jej grobu działało uzdrawiająco. Wy­leczyła ona ojca de la Colembière, Jezuitę, ka­no­nika katedry z Quebec City; kapitana de Luth, który dowodził Fortem Frontenac, a nawet żonę drogiego Hot Ashes, który zorganizował jej ucieczkę. Trzeba by było całej książki, żeby opisać wszyst­kie uzdrowienia i cuda zdziałane za wsta­wiennictwem Kateri.

Tak więc nie bez powodu Jego Świątobli­wość Papież Jan Paweł II beatyfikował małą, kanadyjską Irokezkę w tym samym czasie co biskupa de Laval, pierwszego biskupa Kanady i biskupa Ka­teri oraz Mary de L'Incarnation, która była pierw­szą nauczycielką Indian i fran­cuskiej młodzieży w Kanadzie.

Ponad 25 tysięcy osób z Kanady, Stanów Zjednoczonych i Francji przybyło do Rzymu, żeby wziąć udział we wspaniałych ceremo­niach beatyfi­kacyjnych. Ojciec Święty odpra­wił po łacinie uro­czystą Mszę Świętą, z cho­rałami gregoriańskimi, jak tego wymaga Sobór Watykański II, donosi biuletyn „Kateri". Na dzień jej święta Papież wy­znaczył 17 kwietnia, rocznicę jej śmierci.

W tych przełomowych czasach, w których wszyscy przeciwnicy Kościoła zjednoczyli siły w celu zniszczenia przepięknego dzieła chry­stianiza­cji, dokonanego w Kanadzie przez mężnych mi­sjonarzy, błagamy Cię, o Błogo­sławiona Kateri, ratuj nasze kraje, ratuj naszą młodzież, ratuj nasze dzieci!

„Rozsławcie mnie w waszym kraju, w Pol­sce"  Kateri Tekakwitha

Ojciec Kowalski, który był księdzem parafial­nym polskiej parafii w Winnipeg, w prowincji Manitoba (Kanada), przebywając w Polsce w Po­znaniu w roku 1948, wysłał list do Ośrodka Kateri w Caughnawaga, w prowincji Quebec (Kanada). Oto wyjątki tego listu:

„Parę dni temu, jeden z naszych pisa­rzy, którego bardzo dobrze znałem jeszcze przed wojną, przyszedł do mojego domu prosząc o informację o Kateri:

« Nigdy nie słyszałem jej imienia przedtem, wyznał, a co dopiero mówić o detalach z jej ży­cia. Pewnej styczniowej lub lutowej nocy 1941 r. byłem w domu z moją żoną i moim 75-letnim teściem.

Sam jeden zasnąłem i spałem jak zabity do 7 rano następnego poranka. Mój anioł snu przeniósł moją duszę do Kanady w okolice Caughnawaga koło Montrealu nad brzeg rzeki Św. Wawrzyńca... To wtedy po raz pierwszy usłyszałem imię'Tekakwitha'...

Potem delikatnym i przyjemnym głosem przemówiła do mnie po polsku:

Jestem Tekakwitha... Bóg nadał mi nie­biańską radość bycia u stóp Jego tronu. Wstawiam się za członków mojego plemienia, za Indian, ale także za tych wszystkich, którzy potrzebują Bożej łaski. Rozsław mnie w waszym kraju, Polsce, tak że przed tronem Bożym z waszymi świętymi patronami będę modliła się za cie­bie. Pamiętaj o mnie, przechowuj w swoim sercu naszego Zbawiciela Jezusa i Jego Niepoka­laną Matkę. Bóg pocieszy ciebie i uratuje twój kraj. Ale nie porzucaj Go, żeby nie zostać unicestwionym... »."

Inne świadectwo

W 1965 r. do Centrum Kateri nadszedł list ze Stanów Zjednoczonych. Oto jego treść:

„Opiszę pewną historię. Pojechałam na wycieczkę do Polski i największym moim marzeniem było zobaczyć obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Mieliśmy w planie Częstochowę na początku naszej wycieczki. Tego właśnie chciałam, ponieważ planowałam oderwać się od mojej grupy i pojechać do Niemiec. Kiedy przybyliśmy do Polski odkryłam, że Częstochowa będzie ostatnim przystankiem na naszej trasie. To oznaczało, że nie będę mogła pojechać do Niemiec. Jak można się domyślać, zaczęło mnie to martwić.

Opuściłam moją grupę i z kuzynką pojechałyśmy do Częstochowy. Po odwiedzeniu sanktuarium zamierzałam powrócić do Warszawy pociągiem późnym wieczorem. Dzięki mojej kuzynce, która dowiedziała się o tym w informacji, mogłyśmy wrócić wcześniej innym, trochę wolniejszym pociągiem.

Pewna kobieta w naszym przedziale zapytała mnie, czy jestem Kanadyjką i czy posiadam obraz Tekakwithy. Jako że moja siostra grała rolę Tekakwithy w ostatniej klasie szkoły średniej, powiedziałam, że mogłabym zdobyć taki obraz dla niej.

Po czym sama zapytałam, dlaczego interesuje się Kateri. Wyjaśniła mi, że była profesorem sztuki i religii i że chciała namalować obraz Tekakwithy, ale nikt nie mógł jej pomóc. Potem zaczęła się modlić do Tekakwithy mówiąc jej, że jeśli chce, żeby obraz ten został namalowany, Kateri musi dostarczyć jej swój portret.

Potem pani profesor opowiedziała mi, że podczas wojny objawiła się we śnie polskiemu pisarzowi indiańska dziewczyna i powiedziała: « Jestem Tekakwitha i chcę, żeby Polska mnie poznała, ponieważ chcę pomóc waszemu krajowi... ». Całe to opowiadanie znajduje się w Rzymie.

Gdyby moje plany potoczyły się zgodnie z pierwotnym scenariuszem, nigdy nie spotkałabym tej osoby i być może szukałaby ona wciąż portretu Tekakwithy...".

Kanada z Polską

Kateri została ogłoszona „Sługą Bożą" przez Jego Świątobliwość Piusa XII, 3 stycznia 1943 r. I to właśnie polski Papież ogłosił ją „Błogosławioną" w 1980 r., roku trzechsetlecia jej śmierci. Żyła 24 lata na ziemi, od 1656 r. do 1680 r.

Kateri pochowana jest w grobowcu w Kana­dzie, pomiędzy Laprairie i Caughnawaga. Kanadyjczycy sprawują opiekę nad jej relikwiami. Ale jej dusza podróżuje aż do Polski, aby uratować ten kraj.

Czy nie widzimy, że Ka­nada musi połączyć się z Polską w wielkiej walce przeciw siłom zła, które zdominowały dzisiejszy świat?

Kanada z Polską! Awangarda świętej wojny dla ratowania dusz, rodzin i narodów!