21 stycznia 2024 r. Papież zainaugurował Rok Modlitwy i zachęcił wiernych do modlitw za cierpiących z powodu wojen, szczególnie dzieci. Franciszek po mszy w bazylice watykańskiej w obchodzoną w Kościele niedzielę Słowa Bożego, spotkał się z wiernymi na południowej modlitwie Anioł Pański. Papież przypomniał, że nadchodzące miesiące będą przygotowaniem do obchodów Jubileuszu 2025 roku, który rozpocznie się od otwarcia drzwi świętych. Proszę was o intensywne modlitwy, by przygotować się do przeżycia tego roku łaski i doświadczenia w nim mocy nadziei w Bogu. Z tego powodu rozpoczynamy dzisiaj Rok Modlitwy Papież wyjaśnił, że chodzi o ponowne odkrycie wielkiej wartości i absolutnej potrzeby modlitwy w życiu osobistym, w życiu Kościoła, modlitwy w świecie. Wezwał też do modlitw za jedność chrześcijan i za pokój na Ukrainie, w Palestynie i w Izraelu. Zaapelował o uwolnienie osób porwanych w Haiti, w tym 6 zakonnic. Przypomniał, że każdy chrześcijanin jest powołany do ewangelizowania.

Pustelnik

Peter Calvay jest młodym pustelnikiem, który żyje na opuszczonej wyspie, na Oceanie Atlantyckim.

Życie pustelnicze rozpoczął przypadkowo. Po studiach w Anglii uzyskał dyplom na Sorbonie w Paryżu. Peter Calvay utrzymywał kontakty z Wielką Certozą, klasztorem kartuzów i z innymi wspólnotami zakonnymi.

Fascynowało go życie zakonne, ale jeszcze bardziej życie pustelnicze. Zgodził się mieszkać w zapadłej wsi na wyspie i wówczas postanowił spróbować życia pustelniczego. Teraz mieszka na wyspie w zupełnym osamotnieniu. Opiekuje się stadem owiec, które pasterze pozostawili na pastwiskach, ma też krowę. Poza tym maluje i łowi ryby.

Jego zasadniczym zajęciem, poza modlitwą, jest korespondencja. Ma tak wielu znajomych, że mógłby zatrudnić dwie sekretarki.

Każdej niedzieli dopływa do centrum, w którym znajduje się kościół. Uczestniczy w Mszy św., wysyła i odbiera korespondencję. Jego misja jako pustelnika polega przede wszystkim na uczeniu innych modlenia się. Z nauk zawartych w jego listach i z jego spotkań osobistych wybieramy niektóre poglądy dotyczące modlitwy.

Peter Calvay uważa, że problem modlitwy ma swe korzenie w umiłowaniu Boga; chodzi o to, by pozwolić się dotknąć i uzdrowić Jego miłości.

Opowiada on, że miał kuzyna, okropnego rozpustnika, będącego utrapieniem  dla całej rodziny. Krewny ten nie pracował, trwonił pieniądze, popadł w alkoholizm. Nie pomagała modlitwa, upomnienia, pomoc rodziny, szczególnie matki. Kuzyn-pustelnik też starał się go nawrócić, ale bezskutecznie. Aż zdarzyła się rzecz niewiarygodna.

Chłopak ten spotkał pewną dziewczynę, z którą na serio zaczął rozmawiać o małżeństwie. Pobrali się. Dziewczyna bardzo go pokochała i stał się cud. Miłość ta przemieniła chłopaka. Zmienił się zupełnie, przestał pić, palić, zaczął pracować, stał się uczciwym, pracowitym i wesołym człowiekiem. Teraz oboje stanowią bardzo szczęśliwą parę małżeńską.

Peter Calvay tak komentuje ten przypadek: „Oto, czego może dokonać miłość. Zdolna jest całkowicie zmienić jakąś osobę".

„Zostałem zafascynowany ogromną mocą, jaką wywiera na nas miłość. Ta historia pozwoliła mi zrozumieć, że jeśli my poddamy się mocy miłości Boga, możemy zmienić się całkowicie i to na zawsze. Naszym błędem było przedstawianie Jezusa jako swego rodzaju komiwojażera, przybyłego po to, by zaofiarować nam wspaniałą moralność i łudziliśmy się, że wystarczyło tylko przedstawienie przez Niego swej wspaniałej doktryny. Nie. Jezus nie tylko przyniósł nam znakomitą naukę, dał nam również siłę, abyśmy ją zaakceptowali i realizowali. Bez tej siły nauka Chrystusa nie zmieniłaby ludzi. To miłość Boga zmienia ludzi, nie jego doktryna.

Trzeba nauczyć się modlić! To jedynie dzięki modlitwie wchodzimy w namacalny sposób w kontakt z miłością Boga, zaczynamy doświadczać Boga w nas. Nie chodzi tylko o poznanie, że Bóg nas kocha. Samo poznanie nie wystarcza. To doświadczenie Jego miłości wobec nas ma największe znaczenie.

My wiemy, że Bóg nas kocha. Możemy nawet zrobić listę darów od Niego otrzymanych. Ale to nie wystarcza. Znajdujemy się wówczas jedynie na etapie teoretycznego poznania miłości Boga. Miłość Boga musi nas opanować. Chrystus musi w nas wejść. Dokonuje się to jedynie przez modlitwę, po długim przebywaniu z Nim. Autentyczna duchowość chrześcijańska polega na przeniknięciu całego naszego życia przez Chrystusa. A to zaczyna się od modlitwy.

Aby  nauczyć się modlić, aby nauczyć się otwierać dla Boga, potrzebna jest praktyka i czas. Nie dochodzi się do tego jedynie pragnieniem. Trzeba chcieć tego z całych swych sił. Słyszałem, że Artur Rubinstein, największy pianista świata, w wieku 84 lat uważał, że „by zachować formę", musi grać przez 6 godzin dziennie, podczas gdy poprzednio czynił to przez 9 godzin… a był geniuszem muzycznym już w wieku 3 lat. Jednak wiedział, ze bez ćwiczenia jego talent muzyczny nie może osiągać genialnych wyników.

Jeśli modlitwa jest drogą, dzięki której pozwalamy Bogu wprowadzać Jego miłość do naszego życia, wówczas musimy stwierdzić, że modlitwa jest najważniejszą sprawą naszego życia.