Przedstawiamy fragmenty wystąpienia ks. kard. Roberta Saraha, byłego prefekta Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów podczas prezentacji jego najnowszej książki pt. „Czy Bóg isnieje? Wołanie człowieka spragnionego zbawienia" w Mediolanie, 20 stycznia 2025 r. Książka ukaże się w języku polskim w Wydawnictwie Sióstr Loretanek.
Ówczesny kardynał Ratzinger w homilii podczas Mszy św. „pro eligendo Romano Pontifice" powiedział: „Wyznawanie jasno określonej wiary, zgodnej z Credo Kościoła, jest często określane jako fundamentalizm. Natomiast relatywizm, to znaczy poddawanie się « każdemu powiewowi nauki », jawi się jako jedyna postawa godna współczesnej epoki. Tworzy się swoista dyktatura relatywizmu, który niczego nie uznaje za ostateczne i jako jedyną miarę rzeczy pozostawia tylko własne ja i jego zachcianki. My natomiast mamy inną miarę: Syna Bożego, prawdziwego Człowieka. To On jest miarą prawdziwego humanizmu. Nie jest « dojrzała » wiara, która unosi się na falach mody i ostatnich nowinek; dorosła i dojrzała jest wiara zakorzeniona głęboko w przyjaźni z Chrystusem". Jakże dramatycznie aktualne są te słowa kardynała Josepha Ratzingera!
Najpilniejszym zadaniem jest odzyskanie zmysłu adoracji i prostracji z wiarą i zadziwieniem przed tajemnicą Boga! Jak Mędrcy ze Wschodu, którzy „padli na twarz i oddali Mu pokłon". Utrata religijnego znaczenia postawy klęczącej i zmysłu adoracji Boga jest źródłem wszystkich pożarów i kryzysów wstrząsających światem i Kościołem, niepokoju i niespełnienia, jakie widzimy w naszym społeczeństwie. Potrzebujemy ludzi, którzy adorują! Świat umiera, bo brakuje w nim ludzi, którzy adorują! Kościół jest wyjałowiony z powodu braku ludzi, którzy adorują. To jest pierwsze i uprzywilejowane miejsce rozmowy z Bogiem: tabernakulum. Jego obecność pośród nas.
Kościół katolicki jest „miejscem, w którym spotykają się wszystkie prawdy", napisał niemal sto lat temu wielki Chesterton, odkrywając, że najstarsza religia zaskakująco okazuje się najnowszą, nowszą także od tzw. nowych religii – jak protestantyzm, socjalizm czy spirytualizm – ponieważ w przeciwieństwie do nich katolicka tradycja i prawda od dwóch tysięcy lat zachowują nienaruszoną prawdziwość.
Odpowiedź na wszystkie pytania, jakie stawia sobie każdy człowiek znajduje się w chrześcijaństwie. Jedyną możliwą odpowiedzią na obecne w sercu każdego z nas dążenie do tego, co prawdziwe, dobre, piękne, sprawiedliwe jest Chrystus.
Kolejnym aspektem, który koniecznie chcę podkreślić, a który omówiłem w książce, jest nieufność wobec Boga: Bóg jest postrzegany jako Dawca zasad moralnych, a zatem jako przeszkoda dla naszej wolności, pełnej autonomii i ludzkiej samorealizacji. Współczesny człowiek, a szczególnie człowiek Zachodu, żyje złem relatywizmu, którego bezpośrednią konsekwencją jest nihilizm, i dlatego miota nim tu i tam „każdy powiew nauki" (Ef 4, 14).
Nietzsche stwierdza zlęknionym głosem z poczuciem winy: „Czyżby Bóg gdzieś przepadł? […] Uśmierciliśmy Go – wy i ja! My wszyscy jesteśmy jego mordercami! Ale jak tego dokonaliśmy? Jak zdołaliśmy wypić morze? Kto dał nam gąbkę, żeby wymazać cały horyzont? […] Bóg umarł! Bóg pozostaje umarły! I my Go uśmierciliśmy! Jak mamy się pocieszyć, mordercy nad mordercami? Największa moc i świętość, jaką świat dotąd posiadał, wykrwawiła się pod ciosami naszych noży – kto zetrze z nas tę krew? Jaka woda zdoła nas oczyścić? Jakie ceremonie pokutne, jakie święte igrzyska będziemy musieli wymyślić? Czy wielkość tego czynu nas nie przerasta? Czy nie musimy sami stać się bogami, aby się przynajmniej wydawało, że byliśmy godni tego czynu dokonać?".
Paradoksalnie tym, kto umarł, nie jest Bóg, lecz człowiek, niezdolny usłyszeć i rozpoznać tę Obecność w historii. Sam Bóg jest przyczyną tego, co nas otacza, sam Bóg sprawia, że człowiek i jego umysł jaśnieją blaskiem, nadają działaniu kierunek i sens.
Gdy Bóg został porzucony, popularność zyskało przekonanie, że liberalizm moralny doprowadził do postępu cywilizacji. Tymczasem obserwacja rzeczywistości pokazuje, że ów rzekomy postęp jest w istocie upadkiem moralnym i antropologicznym, nową formą pogaństwa, które zdesakralizowało człowieka i jego relacje. Człowiek rości sobie prawo nawet do tego, by orzekać, kto ma prawo do życia, a płacą za to najsłabsi: człowiek w łonie swojej matki, starzec, niepełnosprawny i ostatecznie wszyscy opuszczeni, przekonani, że są ciężarem dla społeczeństwa, dla przyjaciół, a nawet dla własnej rodziny.
Kościół dogłębnie pochłonięty zbawieniem człowieka całościowo z ciałem i duszą, zawsze na pierwszym miejscu stawiał ewangelizację, edukację poprzez szkołę oraz ludzkie zdrowie, otwierając przychodnie i szpitale. Stając w obronie człowieka i świętości jego życia nie możemy zgadzać się z potęgami tego świata, które jawią się jako rządy narodowe lub ponadnarodowe (pomyślmy o ONZ i jego odnogach, o paktach militarnych o charakterze obronnym, które potem stają się ofensywne) narzucając utylitarystyczne i nieludzkie agendy. Nie ufajmy nowej globalistycznej etyce rozpowszechnianej przez ONZ, nie ufajmy ideologii gender!
Ekologia, zmiany klimatyczne, przyjmowanie migrantów, dialog, wzajemna tolerancja, pokój, demokracja, wolność – to niewątpliwie ważne sprawy. Zastanówmy się jednak, czy właśnie to polecił Jezus swojemu Kościołowi! Czym innym jest „ekologia, którą chcemy" uprawiać, ekologia ludzka, ludzkie „nawrócenie ekologiczne", o którym mówi Papież Franciszek, jesteśmy zaproszeni do rezygnacji z koncepcji, wedle której człowiek musi posiąść na własność naturę, a nawet swoją własną naturę, zgodnie z logiką dominacji i manipulacji za pośrednictwem techniki (Papież Franciszek „Laudato si", 106-108).
Dlaczego chcemy zmienić swoją własną naturę? Dlaczego chcemy zadawać jej gwałt przez manipulację? Dlaczego chcemy zmienić płeć, niepotrzebnie okaleczając ciało stworzone, chciane przez Boga? Nie możemy się okaleczać, by realizować siebie wedle swoich odczuć czy skłonności, inaczej niż to zamierzył z nami Bóg. On stworzył nas na swój obraz i podobieństwo, stworzył nas mężczyzną i kobietą (por. Rdz 1, 27). Niszczymy samych siebie, jeśli chcemy zanegować lub odrzucić to, że urodziliśmy się jako mężczyźni i kobiety, postanawiając okaleczyć swoją naturę mężczyzn lub kobiet. Przeciwnie, musimy wejść w logikę przyjęcia natury, naszej własnej natury jako prezentu, darmowego daru od Stwórcy, który ujawnia nam jakiś fragment Swojej nieskończonej mądrości. Nie możemy samowolnie panować nad swoją własną naturą czy nią manipulować, ponieważ nikt nie rodzi się w niewłaściwym ciele!
Nie czyńmy z Kościoła ludzkiej i horyzontalnej społeczności, mówiącej językiem mediów, który zapewnia jej popularność, i dającej fajny przekaz! Przyjaciele, taki Kościół nikogo nie interesuje! Świat nie potrzebuje Kościoła, który będzie tylko odbiciem – i to wyblakłym – tegoż świata! Wiemy, że życie należy do Boga, gdyż jest dane przez Boga. Jesteśmy nie panami, lecz stróżami życia; żaden człowiek nie może decydować o przerwaniu swojego życia. Żadne prawo, żadna konstytucja, żaden rząd nie posiadają autorytetu, władzy i prawa względem życia człowieka. Jeśli tego nie uznamy, wszystko legnie w gruzach. Stopniowo każdą etykę można zakwestionować i pozostaje tylko prawo silniejszego, które jest barbarzyństwem: kobieta silniejsza od dziecka, które nosi w swoim łonie; dorosły silniejszy od dziecka, pracodawca od podwładnego, multimiliarder silniejszy od narodu. Jeśli odrzucimy ograniczenia stawiane przez zasady, które istniały przed nami, jeśli przestaniemy uznawać prawa Boga, jakie prawa człowieka można będzie uznać? Nie uchylajmy się przed tym zadaniem, nie lękajmy się!
Nie musimy niczego wymyślać, nie musimy niczego dodawać, niczego ujmować Bożemu Objawieniu, wystarczy tylko je ozdabiać naszym dobrowolnym, osobistym przylgnięciem, aby to, co nas pociągnęło, mogło być pociągające także dla innych.
Tę troskę, tę „żarliwość" życia dla bliźniego i dla siebie trafnie opisał św. Grzegorz z Nazjanzu: „Gdyby nie Ty, mój Chrystusie, czułbym się skończonym stworzeniem [dosłownie: Gdyby nie Ty, mój Chrystusie, uczyniona mi by została niesprawiedliwość]; Urodziłem się i czuję, że się rozpadam. Jem, śpię, odpoczywam i chodzę, choruję i zdrowieję. Otaczają mnie niezliczone pragnienia i udręki, cieszy mnie słońce i plony ziemi. Potem umieram, a ciało obraca się w proch tak jak ciała zwierząt, które nie grzeszyły. Ale cóż ja mam więcej niż one? Nic prócz Boga. Gdyby nie Ty, mój Chrystusie, czułbym się skończonym stworzeniem. Jezu, prowadź nas od Krzyża do zmartwychwstania i ucz nas, że ostatniego słowa nigdy nie będzie mieć zło, ale miłość, miłosierdzie i przebaczenie. O Chryste, pomóż nam zawołać na nowo: « Wczoraj byłem ukrzyżowany z Chrystusem, dziś jestem wraz z Nim otoczony chwałą. Wczoraj z Nim umarłem, dziś z Nim żyję. Wczoraj byłem z Nim pogrzebany, dziś z Nim zmartwychwstałem »"3.
Prawdziwie użytecznym dla bliźniego, dla całego świata można być jedynie wtedy, gdy będziemy owocem życia modlitwy, kontemplacji, milczącego słuchania i świętości, nieprzerwanej rozmowy z Bogiem.
Najbardziej żywotnym sakramentem jest Eucharystia. Jest życiem naszego życia. Najcenniejszym darem, jaki odziedziczyliśmy. A dziedzictwo trzeba chronić, nie można go roztrwonić!
„W historii liturgii jest rozwój i postęp, ale bez żadnego rozłamu. To, co dla poprzednich pokoleń było święte, również dla nas pozostaje święte i wielkie, i nie może być nagle całkowicie zabronione albo uznane za szkodliwe. Nam wszystkim przynosi korzyść zachowywanie wartości, jakie wyrosły z wiary i z modlitwy Kościoła, oraz przyznanie im słusznego miejsca" 4.
Dlatego już sam plan całkowitego wyrugowania tradycyjnej Mszy trydenckiej, czyli rytu, który sięga czasów św. Grzegorza Wielkiego, Liturgii, która ma 1600 lat, Mszy, która wydała wielu świętych i była sprawowana przez wielu świętych: św. Ojca Pio, św. Filipa Nereusza, św. Jana Marię Vianneya (Proboszcza z Ars), św. Franciszka Salezego, św. Josemarię Escriva itd. I sięgając wstecz do Papieża Grzegorza Wielkiego (590-604) i aż do Papieża św. Damazego (366-384). Jeśli ten plan jest realny to wydaje mi się zniewagą dla historii Kościoła i dla Świętej Tradycji, diabolicznym planem zmierzającym do zerwanie z Kościołem Chrystusa, apostołów i świętych.
Papież Benedykt XVI nam przypomina, że „nawet najwyższa władza kościelna nie może wprowadzać dowolnych zmian, a reformy ma przeprowadzać w posłuszeństwie wobec wiary i z głębokim szacunkiem dla tajemnicy liturgii. […] Papież nie jest monarchą absolutnym, którego wola stanowi prawo, lecz jest stróżem autentycznej Tradycji i tym samym pierwszym gwarantem posłuszeństwa. Nie może robić wszystkiego, co zechce, i dlatego też może przeciwstawić się tym, którzy ze swej strony chcą robić to, co im przyjdzie do głowy. Jego prawa nie są przejawem samowoli, lecz są posłuszeństwem wobec wiary".
Przeżywajmy intensywnie każdą chwilę naszego życia! Intensywnie to nie znaczy burzliwie. Życie w napięciu jest intensywne, tak jak iskra świadcząca o przepływie prądu między dwoma biegunami. Nasze napięcie jest skierowane ku Chrystusowi – obecnemu, oczekiwanemu.
Pomaga nam w tym Jego Święta Matka: pierwsze stworzenie, które Go rozpoznało i przyjęło, pierwsze, które Go nosiło – podczas owej szczególnej podróży do Jej krewnej Elżbiety – jak żywa monstrancja; pierwsze, które podążało za Nim na ziemi, stając się córką swego Syna; jedyne, które zawsze jest obecne tam, gdzie On jest obecny. Ona, która wybłagała pierwszy cud. Ona, obecna w najwyższej ofierze męki. Ona wstawia się za nami, abyśmy byli godni przyjmować Go w każdym naszym dniu, „aż przyjdzie" (1 Kor 11, 26).
Dziękuję!
Kard. Robert Sarah
Z włoskiego tłumaczyła Agnieszka Kuryś
Tekst za Nuova Bussola Quotidiana.
1 Homilia kard. Josepha Ratzingera podczas Mszy św. „pro eligendo Romano Pontifice”, 18 kwietnia 2005, L’Osservatore Romano, wyd. polskie nr 6/2005, s. 30.
2 Friedrich Nietzsche, Radosna wiedza, tłum. Małgorzata Łukasiewicz, wyd. słowo/obraz/terytoria, Gdańsk 2008, s. 137-138.
3 Grzegorz z Nazjanzu, Carmi 2. 1. 74
4 Benedykt XVI, List do Biskupów o „motu proprio” odnośnie do stosowania liturgii rzymskiej sprzed reformy przeprowadzonej w 1970 roku, w „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie nr 9/2007, s. 24.
5 5 Joseph Ratzinger, Organiczny rozwój liturgii, w „Opera omnia” t. 11, tłum. Wiesław Szymona OP, Wydawnictwo KUL, Lublin 2012, s. 650 i 651.


