7 grudnia 2001 r. prezydent George W. Bush uczcił 60 rocznicę japońskiego ataku na Pearl Harbor, w którym zginęło ponad 2400 amerykańskich żołnierzy piechoty morskiej i przeprowadził paralelę między atakiem w 1941 r. a atakiem 11 września 2001 r. w Nowym Jorku, mówiąc że w obu przypadkach Stany Zjednoczone nie rozpoczynały wojny, ale były najpierw sprowokowane przez zewnętrznego wroga. Bush miał rację więcej niż pod pewnym względem, mówiąc że atak 11 września jest "drugim Pearl Harbor", gdyż oba ataki zostały przeprowadzone po to, żeby rozjuszyć Amerykanów i zmienić opinię publiczną, by poparła wojnę z wrogiem przy użyciu wszelkich środków. Jak pisze Michael Rivero na swojej stronie internetowej whatreallyhappened.com, jest to najstarszy podstęp, znany z czasów rzymskich – stworzenie wroga, którego się potrzebuje. Historia dostarcza wielu przykładów, kiedy rząd USA używał takich chwytów, poczynając od ataku na Pearl Harbor w 1941 r.
Pearl Harbor
Prezydent Stanów Zjednoczonych Franklin Delano Roosevelt chciał wojny z Niemcami, żeby zatrzymać Hitlera, ale pomimo wielu prowokacji na Atlantyku, Amerykanie wciąż zmagający się z trudną sytuacją ekonomiczną, byli przeciwni jakimkolwiek wojnom. (Tak długo jak Hitler zadowalał się kontrolowaną przez siebie Europą, Roosevelt nie przejmował się, ale kiedy Fűhrer postanowił w czerwcu 1941 r. uderzyć na komunistyczną Rosję, Roosevelt został wyprowadzony z równowagi, dlatego że odnosił się bardzo życzliwie do Stalina i sprawy komunizmu i stwierdził, że USA muszą interweniować, żeby "uratować rosyjskiego sojusznika".)
Roosevelt rozkazał zatopić kilka niemieckich okrętów na Atlantyku, ale Hitler odrzucił prowokacje. Roosevelt potrzebował wroga i jeśli Ameryka nie byłaby skłonna zaatakować takiego wroga, wtedy ktoś musiałby zostać wmanewrowany w atak na Amerykę.
Droga do wojny została otwarta, kiedy Japonia podpisała porozumienie trójstronne z Wlochami i Niemcami, gdzie wszystkie strony zapewniały sobie wzajemną obronę. Podczas gdy Hitler nigdy nie wypowiedziałby wojny Stanom Zjednoczonym bez względu na prowokacje, środki, żeby zmusić do tego Japonię były łatwo dostępne.
Pierwszym krokiem było nałożenie na Japonię embarga na ropę i stal, używając jako powodu japońskich wojen w Azji na kontynencie. To zmusiło Japonię, by wziąć pod uwagę zajęcie bogatych w ropę i minerały
regionów Indonezji. W obliczu europejskich mocarstw militarnie wyczerpanych przez wojnę w Europie, Stany Zjednoczone były jedyną potęgą na Pacyfiku zdolną powstrzymać Japonię przed inwazją Wschodnich Indii Holenderskich. Przez przeniesienie floty na Pacyfiku z San Diego do Pearl Harbor na Hawajach Roosevelt zadał tej flocie pierwszy cios. Był to niezbędny pierwszy krok w jakimkolwiek japońskim planie rozszerzenia jej imperium na "południowe tereny zasobów naturalnych". Japonia potrzebowała ropy. Musiała zaatakować Indonezję, żeby tę ropę zdobyć i żeby to osiągnąć najpierw musiała pozbyć się zagrożenia amerykańskiej floty w Pearl Harbor. Japonia nie miała innego wyjścia.
Roosevelt potrzebował pierwszego otwartego, możliwie jak najkrwawszego ataku Japończyków, żeby rozwścieczyć Amerykanów, na ile to tylko było możliwe. Miał on sprawiać wrażenie ataku przez zaskoczenie, jednego z tych, jakie Japończycy przeprowadzali w stosunku do Rosjan. Od tej chwili aż do samego ataku na Pearl Harbor Roosevelt i jego współpracownicy musieli być pewni, że w stosunku do dowódców na Hawajach, generała Shorta i admirała Kimmla, utrzymywana będzie, tak długo jak to możliwe, tajemnica dotycząca lokalizacji floty japońskiej i jej zamiarów. Obaj dowódcy mieli się potem stać kozłami ofiarnymi odpowiedzialnymi za ten atak.
Tak jak postanowiło wtedy Dowództwo Armii, co potwierdziły późniejsze odtajnione dokumenty, Waszyngton wiedział o nadchodzącym ataku, wiedział dokładnie, gdzie znajdowała się flota japońska i dokąd zmierzała. 29 listopada 1941 r. Sekretarz Stanu Hull przekazał reporterowi United Press Joe'mu Leibowi wiadomość zawierającą miejsce i czas ataku, a New York Times w swoim specjalnym wydaniu poświęconym Pearl Harbor z 8 grudnia 1941 r. na stronie 13 donosił, że czas i miejsce ataku były znane wcześniej!
Najczęściej powtarzane twierdzenie, że japońska flota utrzymywała ciszę radiową w drodze na Hawaje było kłamstwem. Wśród wielu przechwyconych wiadomości wciąż przetrzymywanych w archiwum Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (National Security Agency) znajduje się niezakodowany przekaz wysłany przez japoński tankowiec Shirya stwierdzający "skierowanie na pozycję 30.00 N, 154.20 E. Spodziewane przybycie na to miejsce 3 grudnia." (w pobliżu Hawajów)
Wojna w Zatoce
W 1991 r. prezydent George Bush senior rozpoczął wojnę w Iraku. Motywacją Busha były pieniądze, szczególnie pieniądze pochodzące z ropy naftowej. Ponieważ sojusz państw OPEC zaniechał utrzymywania limitów na wydobycie ropy na Bliskim Wschodzie, rynek został przesycony ropą wydobywaną w Iraku, którego złoża stanowią około 1/3 rezerw ropy naftowej całego regionu. Bush chciał wojny, żeby zatrzymać ten wypływ ropy i żeby uchronić ceny (i zyski) od dalszego spadku. Lecz tak jak Roosevelt, potrzebował on "drugiej strony", żeby wykonać pierwszy ruch. Irak przez dłuższy czas próbował uzyskać większy dostęp do Zatoki Perskiej i czuł się ograniczony mając tylko dojście do wąskiego pasa ziemi wzdłuż północnej granicy Kuwejtu, co umieściło interesy Iraku w bliskim sąsiedztwie z wrogim Iranem. George Bush, który potajemnie dostarczał Irakowi broni w czasie jego wojny z Iranem przesłał informację przez Aprila Glaspie, że Stany Zjednoczone nie będą interweniowały, gdyby Saddam Hussein zagarnął większą część Kuwejtu. Saddam złapał przynętę i zaatakował.
Oczywiście Amerykanie nie mieli zamiaru wysyłać swoich synów i córek, by ryzykować ich życie dla produktów naftowych. George Bush zaaranżował więc mistyfikację, używając firmy "public relations" (firma zajmująca się kontaktami społecznymi), która wzbogaciła się z pieniędzy podatników, będąc najbardziej twórczym i pracowitym kłamcą! Firma ta przygotowała monumentalne oszustwo, w którym córka ambasadora Kuwejtu w Stanach Zjednoczonych udając pielęgniarkę przedstawiła w telewizji horror, opowiadając jak irackie oddziały wojskowe splądrowały inkubatory w szpitalu w Kuwejcie, pozostawiając na zimnej posadzce przedwcześnie urodzone dzieci, by w ten sposób je zabić. Media, biorące od początku udział w oszustwie, nigdy nie sprawiły sobie kłopotu pytaniem, dlaczego "pielęgniarka" po prostu nie podniosła niemowlaków i nie owinęła ich kocami lub czymkolwiek.
Rozwścieczeni historią inkubatorową Amerykanie poparli operację Pustynna Burza, która nigdy nie pozbawiła władzy Saddama Husseina, ale która usunęła kuwejcką ropę z rynku na prawie 2 lata i ograniczyła eksport ropy z Iraku aż do dzisiaj. To, że nasze córki i synowie wrócili z poważnymi i przewlekłymi chorobami było widocznie niezbyt wysoką ceną za rosnące dochody z ropy.
Atak 9-11
I oto stajemy dzisiaj w obliczu ataku na Centrum Handlu Światowego (WTC) i w obliczu nowego wroga – Osamy Bin Ladena, nowego kozła ofiarnego, którego rząd amerykański oskarża o wszystko. Jesteśmy ciągle ostrzegani przed zagrażającym nam niebezpiecznym wrogiem, nieugiętym, niewidocznym, wszechobecnym i niemożliwym do zranienia, dopóki nasz rząd ma związane ręce tymi nierozsądnymi, starymi Prawami Obywatelskimi (Bill of Rights). W walce o "obronę naszej wolności" nasz rząd usuwa je obecnie jedno po drugim pod pretekstem specjalnych uprawnień, których potrzebuje, aby "uporać się z kryzysem".
Nie martwcie się zbytnio o Bin Ladena, ponieważ nikt się nie spieszy, by go odnaleźć. Obecny kryzys powinien trwać tak długo, jak to możliwe! Faktycznie celem tej nwej"wojny z terroryzmem" nie jest pojmanie Bin Ladena albo powstrzymanie terroryzmu, ale, jak to miało miejsce w Zatoce Perskiej, ropa naftowa.
Największe niewykorzystane zasoby ropy znajdują się w Morzu Kaspijskim, dokładnie na północ od Afganistanu. Przez Afganistan i Pakistan musi zostać przeprowadzony do Oceanu Indyjskiego rurociąg, by dostarczyć ropę na rynek. W 1988 r. amerykańskie kompanie naftowe kategorycznie oświadczyły, ze rurociąg ten nie będzie zbudowany, dopóki w Afganistanie nie zostanie usunięty rząd Talibów, mimo tego że USA finansowały Bin Ladena i Talibów w 1980 r. w walce ze Związkiem Sowieckim.
Bin Laden był finansowany przez CIA (Centralną Agencję Wywiadowczą), która później stwierdziła, że nie pracuje on już dla niej. Jednak inni agenci CIA zauważają, że nigdy nie opuszcza się tej instytucji i pozostaje się w niej do końca życia.
Na początku USA miały nadzieje, ze podpiszą porozumienie z Talibami w sprawie budowy rurociągu. Rozmowy rozpoczęły się w lutym i zakończyły się fiaskiem w sierpniu, kiedy Amerykanie zażądali od Talibów akceptacji ich oferty "dywanu ze złota albo dywanu bomb, jeżeli oferta zostanie odrzucona".
Na długo przed atakiem na WTC USA zapowiedziały, że wybuchnie wojna. Niaz Naik, minister Spraw Zagranicznych Pakistanu poinformował ostatnio BBC w Londynie, że wyżsi urzędnicy amerykańscy ostrzegli ich już w połowie lipca o planowanym w październiku ataku amerykańskim na Afganistan. I otóż to! Tak samo jak w przypadku Roosevelta, prowokacja wydarzyła się wtedy, kiedy rząd USA najbardziej potrzebował czegoś, co wprawiłoby w gniew ludzi, którzy później poparliby wojnę o ropę.
Lecz ropa nie miała być oficjalną przyczyną. Trzeba było znaleźć wroga – kozła ofiarnego. Tuż po tym jak samoloty uderzyły w bliźniacze wieże media przedstawiły oficjalne oświadczenia o podejrzeniach, że za atakiem na Amerykę stoi Bin Laden. FBI ujawniło 19 arabskich nazwisk osób podejrzanych o porwanie samolotów. Żadne nazwisko nie pojawiło się na aktualnych listach pasażerów. Według FBI porywacze używali fałszywych i skradzionych dokumentów, dlatego nigdy nie dowiemy się, kto właściwie znajdował się na pokładach samolotów. Wiemy tylko, że chcieli oni, żebyśmy obwiniali tych, których nam wskazali: ludzi, do których należy prawo decyzji o przebiegu rurociągu!
Kiedy zastanawiamy się nad wielkością kaspijskich pól roponośnych, określanych na około 500 lat eksploatacji, biorąc pod uwagę obecne zapotrzebowanie, znajdziemy wystarczający motyw do rozpoczęcia wojny o zdobycie tego bogactwa. W porównaniu z bilionami dolarów zysku z ropy, które będą płynąć z rurociągu przeprowadzonego w poprzek Afganistanu koszt nowych wież WTC i kilku tysięcy ludzkich istnień jest niewielką ceną do zapłacenia dla tych, którzy pożądają bogactwa ponad wszystko.
Jednak ta mała gra o zdobycie kontroli nad krajami posiadającymi olbrzymie złoża ropy,może być bardzo niebezpieczna i może skończyć się wojną światową.
Kilka krajów arabskich, takich jak Egipt, które są obecnie sojusznikami USA, stwierdziło, że nie będą one tolerowały jeszcze jednego amerykańskiego ataku na jakikolwiek kraj arabski.
Możliwe, iż Stany Zjednoczone wykorzystywane są przez trzecią stronę, żeby rozpocząć wojnę, która zmusiłaby USA do interwencji w kilku krajach i osłabiła ich własną obronę wewnętrzną. Ci, którzy pragną globalnej dominacji, chcieliby przekształcić ten konflikt w III wojnę światową, globalną wojnę Zachodu (lub tak zwanych krajów chrześcijańskich) z krajami arabskimi (muzułmanami), co dokładnie pasowałoby do planu rządu światowego ze światowym dyktatorem, wychodzącym z ofertą globalnego pokoju.
Technologia bezzałogowego pilotażu
Oto ciekawe możliwości techniki dostrzeżone przez Michaela Shore'a. Nowa technologia, która jest obecnie wykorzystywana została nazwana platformą UAV "Globalny Jastrząb". Do tej technologii odwoływał się prezydent Bush zaraz po tragedii 11 września. Powiedział on, że w przyszłości musimy wzmocnić drzwi prowadzące do kabiny pilota, a później rozwinąć nową technologię, za pomocą której pilot na ziemi może przejąć kontrolę nad porwanym samolotem, kontynuować lot i wylądować w wyznaczonym porcie lotniczym. Bush odwoływał się do tej technologii jako technologii, która może zostać rozwinięta w przyszłości, chociaż wiedział, że była ona ciągle rozwijana przez wiele lat i istnieje obecnie!
W kwietniu 2001 roku bezzałogowy samolot przeleciał z USA do Australii i z powrotem. Boeing pracował nad bezzałogowym myśliwcem, którego końcowy test został usta lony na grudzień 2001 r. To znaczy, że technologia bezzałogowych samolotów "Globalny Jastrząb", o której wspomniał Bush już istnieje i mogła być użyta w wydarzeniach 11 września. Na konferencji zawodowych pilotów cywilnych linii lotniczych wysunięto przypuszczenie, iż domniemani arabscy "porywacze" mogli zarówno w ogóle nie lecieć tymi samolotami jak i mogli nimi lecieć, jeżeli tylko uczęszczali do szkoły pilotażu, o czym informowano w wiadomościach.
Zatem 19 arabskich "porywaczy" nie potrzebowało nawet wchodzić do samolotów. Nawet nie potrzeba było "porywaczy". Wszystko, co było potrzebne, to technologia "Globalnego Jastrzębia", która może przejąć kontrolę samolotu z ziemi.
Należy dodać, iż nie został wysłany żaden amerykański samolot wojskowy, by przechwycić którykolwiek z porwanych samolotów, chociaż od czasu, kiedy dowiedziano się o ich porwaniach minęło od 30 minut do godziny. Zazwyczaj, jeśli samolot zbacza z kursu i nie porozumiewa się lub nie może się porozumieć z kontrolą naziemną standardowym postępowaniem jest wysłanie samolotów wojskowych. Zatem nasuwa się pytanie, kto wydał rozkaz nie wysyłania amerykańskich samolotów wojskowych w tych nagłych i bardzo krytycznych okolicznościach? Jeśli sądzicie, że Bin Laden mógłby to zrobić siedząc w jakiejś jaskini w Afganistanie – pomyślcie jeszcze raz! Jedynymi ludźmi, którzy mogliby tego dokonać byli wysoko postawieni urzędnicy rządowi, będący częścią prawdziwie "Genialnego Planu".
Dlaczego więc toczyć kosztującą miliardy dolarów wojnę z Afganistanem z powodu ataku 11 września? Ropa, ropa i jeszcze raz ropa. UNOCAL, ogromny amerykański konglomerat naftowy, razem z innymi powiązanymi osobami, chce przechwycić kontrolę nad ropą w morzu Kaspijskim wartą sześć bilionów dolarów (bilionów, a nie miliardów)... bardzo blisko Afganistanu. Czy trzeba przypominać, że rodzina Bushów i wiceprezydent Cheney stali się bogatymi nafciarzami, a należąca do Cheney'a Haliburton Corporation będzie prawdopodobnie budowała rurociąg przechodzący przez Afganistan, rurociąg wartości wielu miliardów dolarów. Jest ważne, żebyśmy wiedzieli, że nowy przywódca Afganistanu pracował dla UNOCAL-u. Czy nie jest to wygodne?
Kiedy ludzie zaczną myśleć, to zauważą, że jeszcze raz zostali okłamani, po to, by oszustwem zdobyć ich poparcie dla wojny, wojny prowadzonej nie w obronie zasad moralnych, ale dla zysku, zysku z ropy naftowej, za który płacimy krwią naszych dzieci.
Wojny nie rozwiązują niczego! Służą tylko interesom finansowym! Pracujmy na rzecz pokoju, pracując dla sprawiedliwości społecznej.
(artykuł został opracowany na podstawie strony internetowej whatreallyhappend.com)


